7 toksycznych składników czyli czego unikać w kosmetykach i jak czytać składy

Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się co zawierają kremy w kolorowych opakowaniach, które stoją na sklepowych półkach? Czym kierujesz się przy zakupie? Czytasz opisy, sprawdzasz opinie w internecie czy może jeszcze czymś innym? A może chętniej sięgasz po produkty “naturalne”?

Nie oszukujmy się wybór jest ogromny i zwykłemu konsumentowi ciężko jest przebić się przez tony produktów, zwłaszcza, że rynek co chwila zalewany jest nowościami. Producenci często nadużywają terminu “naturalny”, dodając do kremów substancje ropopochodne, toksyczne czy konserwujące. A o tym możemy przekonać się dopiero same czytając skład produktu przed jego zakupem.

Dlaczego jeden krem działa lepiej a inny wręcz nam szkodzi? Dlaczego po jednym się świecę, a jeszcze inny mnie uczula? Dzisiaj spróbuję odpowiedzieć Wam na te pytania.

Odkąd pamiętam uwielbiałam kupować kosmetyki pielęgnacyjne, krem pod oczy zaczęłam używać jeszcze przed 20-tką, a półka w łazience zawsze uginała się od przeróżnych słoików i buteleczek. Jednak nie zawsze miałam taką skórę jak dziś, borykałam się z problemami, zaskórnikami, trądzikiem i cieniami pod oczami. To samo dotyczyło włosów – miałam problem z łupieżem, swędzącą skórę głowy i bardzo suche, zniszczone włosy (od tego chyba się zaczęło). Gdzieś usłyszałam, że przyczyną suchości może być SLS zawarty w szamponach do włosów i wtedy zapaliła mi się lampka. Wymieniłam szampon na taki, który tego nie zawierał i…BINGO, problem z łupieżem zaczął ustępować. Potem poleciały żele do twarzy, pasty do zębów i nagle okazało się, że usunięcie jednego składnika z mojej pielęgnacji może zdziałać cuda. Zaczęłam zgłębiać temat i wyszukiwać szkodliwe/toksyczne komponenty kosmetyczne i stworzyłam listę tych zakazanych. Zawsze przed zakupem czytam skład i unikam produktów, które mają go w swoim INCI.

Zacznijmy od króla czyli SLS

Jest to spieniacz dodawany do większości żeli do twarzy, szamponów, żeli do ciała, mydła do rąk, past do zębów itp. Takie produkty super myją i pięknie się pienią, ale dodatkowo naruszają nasz naturalny płaszcz lipidowy. Taki kosmetyk powoduje silne wysuszenie i podrażnienie skóry, błon śluzowych, włosów przez co nasz organizm dostaje sygnał – uwaga, muszę zwiększyć produkcję sebum! Czym to się kończy? Świecenie na twarzy, swędząca skóra ciała i głowy, łupież i to co u mnie było najgorsze – nadwrażliwe zęby i dziąsła. Usunięcie tego jednego składnika z mojej pielęgnacyjnej diety pozwoliło mi pozbyć się większości tych problemów. Nie ukrywam początki bez SLS były niełatwe, ponieważ byłam mocno przyzwyczajona do obfitej piany szczególnie szamponów. Na szczęście producenci kosmetyków naturalnych znaleźli lepsze rozwiązania, które nadal dobrze myją i fajnie się pienią bez niekorzystnego wysuszenia.

Idąc dalej tym tropem aby zlikwidować uczucie ściągnięcia na skórze sięgamy po kremy/balsamy, aby nawilżyć/natłuścić, a tu czyha na nas kolejny cichy truciciel:

Olej mineralny (Mineral Oil, Parrafinum liquidum, Synthetic beeswax)

Jest to produkt ropopochodny czyli inaczej uzyskiwany w procesie obróbki ropy naftowej. Tak naprawdę jest to tani odpad z produkcji, który zostaje wykorzystany przez przemysł kosmetyczny i jest nam sprzedawany w postaci kremów, balsamów do ciała, kremów do rąk itd. 

Zauważcie, że sama nazwa sugeruje, że jest to minerał, czyli coś naturalnego, a w rzeczywistości jest to produkt całkowicie syntetyczny. Co robi dla naszej skóry? Absolutnie nic poza wytworzeniem szczelnego filmu który ogranicza parowanie i ucieczkę wody. Zaburza to proces samooczyszczania i zapycha pory powodując powstawanie wągrów i wyprysków (działanie komedogenne od ang. comedo – zaskórnik). Czym go zastąpić? Producenci kosmetyków naturalnych wybierają roślinne oleje jak migdałowy, kokosowy czy masło shea. Nie są to drogie składniki, a ich dobroczynne działanie możemy zaobserwować już po kilku zastosowaniach.

Alkohol (Ethanol, Alcohol, Alcohol denat.)

Alkohol często dodawany jest do kosmetyków jako rozpuszczalnik, substancja konserwująca i antybakteryjna. Króluje w seriach przeciwtrądzikowych, zarówno w tonikach, kremach czy nawet podkładach i kremach pod oczy (o zgrozo!). Ale uwaga! Nadmierne wysuszanie skóry silnym tonikiem na bazie alkoholu może spowodować błędne koło. Przesuszona skóra zrobi wszystko aby wydzielić jeszcze więcej sebum co w efekcie kończy się przetłuszczaniem, zaskórnikami i świeceniem cery. Jeśli masz trądzik, dwa razy zastanów się zanim przemyjesz skórę tonikiem z alkoholem lub posmarujesz wysuszającą maścią. W zamian proponuję łagodne płyny micelarne lub wodę różaną, a na wypryski produkty z nanosrebrem i peptydami.

Silikony (dimethicone, dimethiconol cyclopentasiloxane, cyclohexasiloxane)

Dodawane do odżywek do włosów, podkładów, baz pod makijaż aby produkt był przyjemny w stosowaniu. Podobnie, jak parafina tworzą na skórze warstwę okluzyjną, która przy skłonności do trądziku, zaskórników, czy wyprysków może nasilać te objawy. Sama doświadczyłam tego działania stosując bazę pod makijaż, która idealnie wygładzała skórę powodując efekt tafli , ale… na koniec dnia miałam już kilka nowych “przyjaciół”. Na domiar złego silikony nagromadzone na skórze i włosach powodują utrudnienie w dostarczaniu im składników odżywczych i nawilżających (a przecież taki jest cel odżywki…). Warto unikać ich przede wszystkim w kosmetykach, których nie zmywamy, czyli balsamach, kremach, olejkach, odżywkach do włosów itd.

Parabeny (methylparaben, ethylparaben, butylparaben)

Są to konserwanty zapobiegające powstawaniu pleśni, czyli chronią nasze kosmetyki przed zepsuciem. Czy są groźne? W 2007 roku uznano, że mogą mieć wpływ na zaburzanie gospodarki hormonalnej, dlatego warto wybierać produkty bez ich obecności w INCI, gdyż mogą powodować zaczerwienienie, wysypkę i swędzenie.

PEG

PEG-i stosuje się w kosmetykach jako emulgatory, rozpuszczalniki i substancje zwiększające lepkość produktu. Ich toksyczność wynika z obecności trujących i rakotwórczych gazów w procesie produkcji – lepiej trzymać się od nich z daleka, gdyż mogą nieodwracalnie osłabiać naturalną barierę ochronną naszej skóry.

Aluminium

Stosowane powszechnie w dezodorantach/antyperspirantach – blokuje pory skóry nie przepuszczając potu. Z jednej strony działanie jest dla nas pożądane jednak jak się głebiej nad tym zastanowimy to…jest to zaburzanie naturalnych mechanizmów termoregulacji i oczyszczania organizmu przez skórę. Aluminium jest metalem, który przez lata stosowania kumuluje się w naszym organizmie i może powodować min. nowotwory. W badaniach przeprowadzonych w Austrii udowodniono, że ryzyko zachorowania na nowotwór piersi wzrasta 4 krotnie u kobiet stosujących antyperspiranty z aluminium. Do tego może kumulować się w mózgu zwiększając ryzyko demencji i choroby Alzheimera. Przekonałam Was? Więc co można stosować w zamian aby czuć się komfortowo nawet podczas upałów? Przetestowałam wiele naturalnych dezodorantów i mogę z ręką na sercu przyznać, że da się znaleźć na rynku takie, które działają np. te na bazie aloesu.

Skoro wiemy już jakich składników unikać to gdzie szukać produktów z dobrymi, naturalnymi składami?? Gdzie znajdę żel do twarzy bez SLS i krem bez parafiny, silikonu i PEG? 

Po latach analizowania składów i czytania etykiet muszę stwierdzić, że nie jest łatwo kupić produkty, które będą spełniać wszystkie wymagania. Większość popularnych marek w drogeriach, nawet tych premium i z wyższej półki cenowej zawiera toksyczne/drażniące substancje. Dlatego zarówno dla siebie jak i dla pacjentów wybieram marki niszowe (min. kosmoceutyki Larens), a w drogerii szerokim łukiem omijam reklamowane w mediach marki i kieruję się prosto do alejki eko (tu też uwaga na składy, bo nawet jeśli producent pisze, że coś jest naturalne to nie musi takie być!).

Czy jestem idealna? Na 100% nie i nadal zdarza mi się kupić coś pod wpływem chwili/emocji bez czytania i analizowania. Jednak staram się być świadomym konsumentem i do tego też Was namawiam.

A czy Ty czytasz INCI?

Autor: Anna Lutostańska

facebook: @drannaskin

instagram:@dr_anna_skin

Przewiń do góry